Niestety,nie.
Przyjmuję to życie z wszystkim krzyżami jakie niesie na poszczególnych etapach jako karę.Nie wiem za co,nie rozumiem i już nie próbuję zrozumieć.Gdy byłam młodsza,miałam jeszcze nadzieję,że pewnego dnia życie uśmiechnie się do mnie.
Ale życie "zadrwiło sobie". Pozory świadczą inaczej i pewnie nikt się nie domyśla przez jakie przeszłam piekło i jak bardzo cierpię teraz.
Czasem brak mi już sił i motywacji do modlitwy.
Boję się, że kiedyś Bóg rozliczy mnie z tego braku pokory
i cierpliwości. Człowiek tak już ma,zyję tu i teraz i gdyby chociaż jeden etap w życiu był szczęśliwy,gdyby mieć wspomnienia miłe,radosne.
Ale mam tylko smutne wspomnienia, a każdy następny dzień jest gorszy od poprzedniego. Przybywa chorób, leczenie w tym kraju -jesli ktoś miał do czynienia z tak zwaną służbą zdrowia, to wie jak wygląda.
Właściwie jest to już ukryta eutanazja,skoro lekarz nie chce leczyć,nie ma diagnostyki, albo zleca leki tak drogie,że nie można ich wykupić.Ale to juz inny temat.
Podsumowując; ja uważam że takie życie jak moje nie ma sensu,jednak pewnie Pan Bóg miał w tym jakiś cel, tylko nie odczytałam tego zadania. Modlę się o to.
O ileż łatwiej byłoby znosić cierpienia, w imię "czegoś ".